Dobro musi zwyciężyć

Rozmowa z lek. Pawłem Żukiem, prezesem Centrum Medyczno-Diagnostycznego w Siedlcach, które  wspiera  opiekę nad uchodźcami z Ukrainy.

Liczba uchodźców z ogarniętej wojną Ukrainy rośnie z godziny na godzinę. Według rządowych szacunków, do Polski w najbliższych tygodniach trafi od 1,5 mln do 5 mln ludzi, którym trzeba będzie udzielić natychmiastowej pomocy medycznej. Czy polski system zdrowia jest na to przygotowany?

Paweł Żuk – Jak w każdej wojnie, tak i w tej, sytuacja jest bardzo dynamiczna. Kiedy o tym rozmawiamy, czyli 4 marca, mamy już w Polsce prawie milion uchodźców z Ukrainy. Faktycznie liczba 4 mln nie jest przesadzona. Wszystko zależy od tego, jak długo potrwa ta wojna i jakie będą straty w ludności cywilnej. Nasz system zdrowia jest przygotowany bardziej niż przed pandemią, bo wiele procedur już przećwiczyliśmy, ale na pewno nie jest idealny. W obliczu kryzysu humanitarnego i napływu uchodźców musimy się zmierzyć z zagrożeniami epidemicznymi, których do tej pory w Polsce nie było. Takie choroby, jak krztusiec, błonica czy polio u nas dzięki szczepieniom zostały prawie wyeliminowane, tymczasem w Ukrainie wciąż zbierają obfite żniwo. Także choroby, wynikające z trudnych warunków sanitarnych, jak: botulizm, salmonelloza, zapalenie wątroby typu A i B stanowią poważne wyzwanie. Dużym problemem jest też u naszych wschodnich sąsiadów gruźlica – tacy pacjenci też będą do nas trafiać. Kolejną sprawą jest przygotowanie opieki dla kobiet w ciąży i szczepienie noworodków, a także zapewnienie dostępu do badań diagnostycznych. Musimy pamiętać, że ofiary tej wojny mierzą się ogromną traumą. Są obciążone nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Obraz śmierci i cierpienia ich najbliższych będzie ich prześladował przez lata… Niektórzy nie poradzą sobie bez terapii. Dlatego trzeba im pomóc.

Wśród lekarzy i pielęgniarek oraz personelu medycznego, pracujących w siedleckim CMD, jest wielu obywateli Ukrainy. Jak zamierza Pan „wykorzystać” ich w niesieniu pomocy ich rodakom, którzy do nas przyjeżdżają?

Paweł Żuk – W Centrum Medyczno-Diagnostycznym pracuje około 40 osób, które w różnym czasie przybyły ze Wschodu – to są Białorusini i Ukraińcy, mniej więcej po połowie. Obywatele Ukrainy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. W ich ojczyźnie, ogarniętej wojną, zostały ich rodziny. Można sobie wyobrazić ich rozpacz i strach… Staramy się sprowadzić ich bliskich do Polski, o ile wyrażą taką wolę. Na co dzień współpracują ze swoimi białoruskimi kolegami, co w obecnej sytuacji geopolitycznej może budzić określone reakcje, ale muszę podkreślić, że postawa tych ostatnich jest bardzo pozytywna. Nasi pracownicy muszą zrozumieć, że wszyscy działamy w ramach pomocy humanitarnej. Że liczy się człowiek a nie polityka.

Ukraińscy lekarze i pielęgniarki są bardzo ważnym ogniwem w procedurze udzielania pomocy medycznej uchodźcom, którzy w pierwszej kolejności są kierowani właśnie do nich. Oni też pełnią rolę tłumaczy. Z kolei lekarze z POZ zostali zaopatrzeni w mini słowniki, dzięki którym łatwiej im będzie porozumieć się z obywatelami Ukrainy na podstawowym poziomie. Korzystamy też ze specjalnych ankiet diagnostycznych w języku ukraińskim, by ten kontakt na linii lekarz-pacjent był jak najbardziej uproszczony i wygodny. Kilka dni temu nasi lekarze przebadali grupę 50 dzieci, które uciekając przed wojną przybyły do Polski z kijowskiego domu dziecka. To dzieci podwójnie skrzywdzone. Mam nadzieję, że w Polsce doświadczą dużo dobra i radości…

CMD współpracuje też z lokalnymi samorządami w niesieniu pomocy uchodźcom…

Paweł Żuk – Tak, wszędzie tam, gdzie znajdują się nasze placówki, taka wspólna pomoc jest organizowana. Nie dalej jak parę dni temu przekazaliśmy gminie Bielany tysiąc sztuk opatrunków uciskowych do tamowania krwotoków, które zostały dostarczone na teren działań wojennych.

Uchodźcy, przekraczający polską granicę, zostali zwolnieni z obowiązku kwarantanny i okazania negatywnego wyniku testu w kierunku Sars-CoV-2. Wielu z nich trafia do ośrodków, gdzie są duże skupiska ludzi i gdzie zagrożenie epidemiologiczne znacząco wzrasta. Jak wygląda sytuacja w przypadku szczepień uchodźców?

Paweł Żuk – Jesteśmy przygotowani na to, by szczepić tych ludzi dwiema dawkami. W tej chwili widać w Polsce wyraźną tendencję do obniżania się ilości zachorowań, więc nie widzę tutaj większego zagrożenia, o ile nie pojawią się nowe mutacje koronawirusa. Myślę, że w jakimś stopniu nasze społeczeństwo osiągnęło już odporność stadną, co oczywiście nie oznacza, że pandemia minęła. Dlatego tak ważne jest szczepienie przybyszów z Ukrainy, by nie eskalować tego zagrożenia.

Duża część uchodźców nie ma dokumentów. Co w takim wypadku?

Paweł Żuk – Procedury zostały bardzo uproszczone. Ci, którzy przekroczyli granicę po 24 lutego, mają wszystkie uprawnienia dotyczące świadczeń zdrowotnych i mogą korzystać z takich samych systemów refundacji leczenia jak Polacy. Na tym etapie nie stanowi to dla naszego państwa problemu finansowego, ale w przypadku napływu większej liczby uchodźców i konieczności ich leczenia Unia będzie musiała nam pomóc.

Wojna nie pozostaje też bez wpływu na rynek farmaceutyczny. Polacy rzucili się do aptek, z jednej strony robią zapasy, z drugiej kupują leki dla ofiar wojny. KIF i NRA już ostrzegają, że rynek ten może się wkrótce załamać…

Paweł Żuk – Rozumiem obawy ludzi w kwestii zaopatrzenia w leki, ale panika jest złym doradcą. W Polsce mamy bardzo dobrze rozwinięty przemysł podstawowych leków, więc tu nie widzę zagrożenia. Oczywiście mogą być okresowe braki w antybiotykach czy środkach opatrunkowych, ale tu także możemy liczyć na rodzimych producentów. Poza tym mamy bardzo dobrą kooperację z krajami europejskimi, jeśli chodzi o rynek farmaceutyczny.

Co, według Pana, jest obecnie największym wyzwaniem, jakie stoi przed służbą zdrowia w kontekście pomocy Ukraińcom?

Paweł Żuk – Jak powiedziałem na początku naszej rozmowy, wszystko zależy od tego, jak długo będzie trwał konflikt zbrojny w Ukrainie i jak długo potrwa kryzys migracyjny. Jako państwo powinniśmy obserwować działania Włochów czy Greków, którzy mają duże doświadczenie w niesieniu pomocy uchodźcom – trochę w innym aspekcie ta pomoc się odbywała i odbywa, ale mechanizmy są te same. Skala kryzysu humanitarnego w związku z wojną w Ukrainie jest bardzo duża. Nikt z nas nie był przygotowany na taki scenariusz. Dzisiaj nie wiemy, ile z tych osób będzie wymagało długofalowej pomocy, bo zechcą zostać w Polsce. Ile zadeklaruje chęć powrotu do ojczyzny, kiedy wojna się skończy. Pojawia się też pytanie, jak inne kraje zachowają się w tej sytuacji. Pamiętamy sceny sprzed lat, kiedy do Europy próbowały przedostać się nielegalnie tysiące imigrantów z Afryki, których wiele państw się obawiało… U nas nie ma obawy, jeśli chodzi o asymilację. Ukraińscy uchodźcy wywodzą się z podobnego kręgu kulturowego, wyznają podobne wartości.  

Od pierwszych godzin wojny Polacy bardzo im pomagają, organizując m.in. transport ludzi z granicy i zapraszając pod swój dach. Cały świat stawia nas jako wzór do naśladowania. Czy to Pana zaskoczyło?

Paweł Żuk – Absolutnie nie. Polacy pokazali wielkie serce i ofiarność, zresztą nie pierwszy raz. Dla całego świata jesteśmy przykładem, natomiast nie wiemy, jak to będzie, kiedy liczba ludzi, potrzebujących pomocy, znacząco wzrośnie, czy starczy nam empatii, sił i środków, by temu sprostać.

Wszyscy jesteśmy przygnębieni i pełni lęku… Gdzie winniśmy szukać pocieszenia i nadziei w tych trudnych dniach?

Paweł Żuk – Mamy bardzo długi czas negatywnych zdarzeń, bez możliwości odreagowania i złapania oddechu. Pandemia mocno pokiereszowała nasze zdrowie, nie tylko fizyczne. Teraz doszła wojna i trauma z tym związana. Myślę, że znajdujemy się w takim momencie, w którym odwołanie się do podstawowych wartości, jak uczciwość, dobre relacje z ludźmi, religia, mogą nas uratować. Bez nich trudno znaleźć w tych czasach sens funkcjonowania. Ta sytuacja nam pokazuje, że musimy dostrzec wartość naszego codziennego życia. Uświadamia nam, że to, co wydawało nam się trwałe i niezmienne, wcale takie nie jest, bo nasze istnienie jest bardzo kruche. Musimy docenić to, co mamy. Liczy się każdy dzień, każda godzina… Tu i teraz.

Zakończmy naszą rozmowę cytatem z klasyka, który nota bene nie zaznał okropności dwóch wojen światowych: „Wszystkie grzechy wszystkich stuleci, z wszystkich miejsc zebrane, nigdy nie zrównoważą zła, które jest w stanie wyrządzić jedna ofensywa wojenna” (Voltaire).

To prawdziwe słowa i bardzo aktualne. Dlatego w każdej godzinie dnia i nocy mówimy NIE WOJNIE! Bo jest największym nieszczęściem ludzkości. I największą porażką człowieka. „Zło dobrem zwyciężaj” – prosił święty Paweł w Liście do Rzymian. Pomagając naszym sąsiadom z Ukrainy, nie powstrzymamy bomb spadających na ich domy, ale możemy dać im nadzieję, że jeszcze będzie dobrze. Że mają po co żyć.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Monika Mikołajczuk

Galeria zdjęć